dywan
Dzisiaj postanowiłam napisać trochę o początkach tych naszych zabaw i zabawek. Nasze dziecię nie potrzebowało leżaczków, bujaczków i innych rzeczy uniemożliwiających swobodny rozwój. Gdy Gerard się urodził kupiliśmy dywan. Wylądował na nim już po pierwszym miesiącu (gdy już bardziej panował nad swoimi kończynami). On był na dywanie szczęśliwy, gdyż bodźców z zewnątrz co niemiara, a ja mogłam robić wszystko inne.
W dywanowych szaleństwach pomocnikiem była mata edukacyjna, którą Gerard dostał od Cioci Asi. Cokolwiek na niej wieszaliśmy Gerard zaraz próbował się tym bawić. Do 6 miesiąca mata była najlepszym sposobem na tzw. czas wolny.
Jeśli chodzi o zakup maty - pełna dowolność. Dodam tylko, że w przypadku naszego brzdąca, musiałam poodpruwać wszelkie przymocowane do kocyka elementy. Gerard zaczepiał o nie nóżkami albo głową, strasznie się przy tym denerwował.
Pisze o tym ponieważ chciałam zwrócić uwagę na fakt, że warto jest dać szanse dziecku do samorozwoju, tak aby jego ruchy nie były niczym skrępowane. My postanowiliśmy mu dać swobodę, postawiliśmy na samodzielność. Naturalnie zawsze kontrolowaliśmy tę jego samodzielność, żeby było bezpiecznie i zdrowo:)
Denerwuję się na widok dziecka w leżaczku, mam wrażenie, że słyszę jego myśli jak woła - "uwolnijcie mnie stąd, chce zobaczyć co jest za tym wystającym brzegiem leżaczka!!".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz