piątek, 18 stycznia 2013



Mam bardzo dużo pomysłów i ilekroć próbuję napisać nowy post, przypominają mi się kwestie, które warto poruszyć. Gdy pisałam o dywanie, od razu chciałam napisać o łóżeczku, jak wg. Montessori można urządzić pokój małego dziecka, ale... dziś ustąpi to miejsca kolejnej zabawce. 

Nawlekanka

Zawsze zwracam uwagę na wartość edukacyjną zabawki, jakie umiejętności pozwala opanować, o jakości materiałów, z jakich jest zrobiona, nawet nie wspomnę. W ubiegłym roku przed Gwiazdką szukałam czegoś do nawlekania. Wtedy Gerard miał 1 rok i 2 miesiące. Przejrzałam wiele ofert przeróżnych sklepów, ale gdy natknęłam się na samochody do nawlekania, wiedziałam, że to będzie dobry wybór.



Samochody są wykonane z drewna, duże, ok. 5 cm, łatwo je chwytać, mają duży otwór a sznurek jest zakończony grubą drewnianą igłą. Gerard od razu zainteresował się tą zabawką, nie ukrywam, że wabikiem był kształt koralików (12 samochodów w jednej paczce). Raj dla młodych samochodziarzy.

Nawlekanie nie sprawiło mu problemów, wystarczyła krótka prezentacja i maluch od razu zabrał się do dzieła. Samochodziki to był prawdziwy hit, Gerard nadal wykorzystuje je w swoich zabawach.


Samochód to samochód, nawet gdy jest z drewna i kółka się w nim nie kręcą, inspiruje do wielu zabaw.

Nasz zestaw to zabawka firmy Alex, dostępna w sklepach internetowych lub na allegro. Koszt ok. 50 zł.






środa, 16 stycznia 2013


dywan 

Dzisiaj postanowiłam napisać trochę o początkach tych naszych zabaw i zabawek. Nasze dziecię nie potrzebowało leżaczków, bujaczków i innych rzeczy uniemożliwiających swobodny rozwój. Gdy Gerard się urodził kupiliśmy dywan. Wylądował na nim już po pierwszym miesiącu (gdy już bardziej panował nad swoimi kończynami). On był na dywanie szczęśliwy, gdyż bodźców z zewnątrz co niemiara, a ja mogłam robić wszystko inne. 

W dywanowych szaleństwach pomocnikiem była mata edukacyjna, którą Gerard dostał od Cioci Asi. Cokolwiek na niej wieszaliśmy Gerard zaraz próbował się tym bawić. Do 6 miesiąca mata była najlepszym sposobem na tzw. czas wolny. 

Jeśli chodzi o zakup maty - pełna dowolność. Dodam tylko, że w przypadku naszego brzdąca, musiałam poodpruwać wszelkie przymocowane do kocyka elementy. Gerard zaczepiał o nie nóżkami albo głową, strasznie się przy tym denerwował.


Pisze o tym ponieważ chciałam zwrócić uwagę na fakt, że warto jest dać szanse dziecku do samorozwoju, tak aby jego ruchy nie były niczym skrępowane.  My postanowiliśmy mu dać swobodę, postawiliśmy na samodzielność. Naturalnie zawsze kontrolowaliśmy tę jego samodzielność, żeby było bezpiecznie i zdrowo:)

Denerwuję się na widok dziecka w leżaczku, mam wrażenie, że słyszę jego myśli jak woła - "uwolnijcie mnie stąd, chce zobaczyć co jest za tym wystającym brzegiem leżaczka!!".


wtorek, 15 stycznia 2013

na dobry początek

Zaczęło się. Może dlatego, że blogowanie jest "na topie", a może dlatego, że wielu nowych rzeczy się dowiaduje przeglądając inne blogi.


Jestem mamą i wychowujemy się z synkiem na wzajem już ponad dwa lata. Jakiś czas temu powróciłam myślami do wyuczonego zawodu i ponownie zaczęłam odkrywać świat Montessori. To właśnie Gerard (syn) skłonił mnie do ponownego poszukiwania. 

Oczywiście mój syn jest GENIUSZEM, to ja muszę za nim nadążyć. 

Moje zapiski będą dotykały wielu tematów. Postanowiłam zacząć od zabawek, które uważam za dobre i wartościowe.
zabawki

drewno i jeszcze raz drewno. Proste wybory. Drewno jest przyjazne bo naturalne, łatwo nim operować, ponieważ ma tez swój ciężar, nie łatwo go zepsuć bo ma dosyć zbitą strukturę. Pierwsze zabawki, które zakupił Pan A. (mąż ukochany) to drewniany zestaw instrumentów perkusyjnych.

 Gerard dorastał do nich stopniowo, ale już wieku 6 miesięcy zainteresował się uderzaniem pałeczkami w dzwonki.

Podpowiem, że najlepsze zestawy instrumentów perkusyjnych dla dzieci odkryłam w ofercie Lidla. Pojawiają się tylko raz w roku w listopadzie, ale warto zaplanować sobie ich zakup. Koszt zestawu ok. 40 zł.











Bębenek nie należy do zestawu ale o nim w innym poście.



Kolejną zabawką tym razem zakupioną przeze mnie była kolorowa piramidka firmy SMIKI.


Dostępna w sklepach Smyk. Cena ok 30 zł.. 
Kolorowa pierścienie nasadzane na drewniany drążek, tu ciekawostka: drążek jest przymocowany do podstawy za pomocą gumki, dlatego gdy dziecko przewróci się na stelaż wieży, on się po prostu złoży, w moim przypadku obawy dotyczące "nadziania się" na niebezpieczny przedmiot po prostu zniknęły. Pierścienie są w intensywnych kolorach. Zabawka bardzo dobrze wykonana i daje dziecku możliwości eksperymentowania i nakładania pierścienie według jego własnego "widzimisię". Kształtowanie pojęcia wielkości i nasadzanie pierścienie od największego do najmniejszego proponuję rozpocząć w okolicy drugich urodzin. Po dwóch latach używania zabawki są ślady po zębach, ale jako wgłębienie (farba nie odpryskuje). Gerard  odkrył wieżę w wieku 10 miesięcy potrafił nieprzerwanie przez 40 minut zajmować się nasadzaniem pierścieni. Podejmował wiele prób i za każdą nieudaną wściekał się całym sobą, ale po chwili brał krążek ponownie i próbował. Sukces też pokazywał całym swoim ciałem. (postaram się wrzucić krótki film ze zmaganiami z wieżą, jednak teraz mój komputer ma z tym jakiś problem).

Podpatrzyłam wiele podobnych zabawek, jednak muszę ostro skrytykować zabawki plastikowe o stożkowatym drążku. Obserwowałam Gerarda gdy próbował nasadzić pierścienie na stożek, nie wychodziło mu to, ponieważ w takiej zabawce kolejność nasadzania pierścieni jest z góry określona, jako roczniaczek a nawet dwulatek nie odnosił sukcesu i do tej zabawki nie chciał wracać. 

Na początek chyba wystarczy, mam nadzieje, że wkrótce pojawi się kolejny post a potem następne...